Fotograficzne i słowne komentarze do rzeczywistości i wyobraźni
wtorek, 22 marca 2011
tydzień w Warszawie

Spakowana już jestem. Odprawiona online też. Jeszcze prysznic, makijaż i za dwie godziny jadę na lotnisko. W Warszawie będę o wpół do jedenastej. Przede mną cały tydzień (no nie, 6 dni) i od jutra to ja dopiero zacznę być zajęta.

poniedziałek, 14 marca 2011
nie wiem od czego

Nie wiem od czego zacząć... Sporo się u mnie działo w ostatnim tygodniu w dziedzinie foto. Bo tak: najpierw była rodzinna sesja wynikiem, której są zdjęcia ślicznej panienki w wieku 3.5,

children photography, girl, kid, dziecko,

a potem jeszcze dwie sesje z nieco starszymi modelkami :)

Mają

fashion photography, studio, model, woman

i Natalią

studio, photography, model,

a potem było trochę zdjęc typu "still life" czyli martwa natura, z których powstała pierwsza ilustracja do haiku bardzo utalentowanej Ani Goluby. Zapowiadam, że tomik jej haiku z moimi ilustracjami będzie dostępny jako e-book, a także w wersji drukowanej - już niedługo.

haiku, photography, textured, photoshop

Zapraszam na moją stronę na Facebooku! - Polubcie mnie, co? :))

No, to teraz mogę nie pisać co najmniej przez dwa miesiące:)) Żartuję :)

sobota, 05 marca 2011
...i wilk

Miłego weekendu!

fotografia, photoshop, digital art, photomanipulation, photo,czerwony kapturek, wilk, wolf

piątek, 04 marca 2011
Ot, co!

motto na dzisiaj

"Jestem strasznie leniwa i każdemu to polecam. Bo jak sobie człowiek siedzi i leniuchuje to mu wtedy przychodzą do głowy różne pomysły. A jak człowiek jest tylko zajęty sprzątaniem, odkurzaniem, gotowaniem to nie ma czasu na twórczość. Czyli polecam wszystkim lenistwo. Lenistwo daje szalone możliwości twórcze."

Hanna Zborowska z Kobuszewskich

ze wstępu do książki "Humor w genach"

08:25, b_aitch
Link Komentarze (1) »
środa, 02 marca 2011
ambitnie

Nie udaje mi się robienie "biznesu". Wychodzi na to, że ja bardziej artystka jestem niż biznes łumen. I dobrze. Zamierzam skupić się na uwalnianiu kreatywności, a nie na zarabianiu pieniędzy. Szkoda trochę, bo pieniądze się bardzo przydają. Także do tego uwalniania... No, ale podobno nie można mieć wszystkiego. Chociaż niektórzy mogą.

Na razie w ramach rzeczonego uwalniania mam kilka pomysłow. Po pierwsze nie zamierzam oczywiście zaniedbywać fotografii. W tej dziedzinie do zrealizowania:

1. fotograficzne ilustracje haiku Ani (zapowiadane już od roku albo i dłużej) - książka w formacie elektronicznym i drukowanym

2. sesje fotograficzne z modelkami: "lata 20. i 30." z Mają - to najbliższy piątek i "Whisper" z Natalią - 12 marca

3. wraz z 3 innymi fotografami ambitny projekt fotograficzny tanecznej grupy "Belly Dance" - 26 marca w Warszawie, o ile uda nam się znaleźć tanią salę - negocjacje trwają

4. doroczny Festiwal Sztuki w Alnmouth pod koniec czerwca - tym razem niezwykły projekt wraz z artystką Sue Waters i poetką Sarah Moor (będzie o tym więcej w oddzielnej notatce)

Inne dziedziny mojej kreatywności:

  • Koronka irlandzka, koronka rumuńska - juz nawet zaczęłam, wychodzą niezwykłe rzeczy, jak uda mi się coś skończyć to zaprezentuję, ale nie jestem pewna kiedy, bo to bardzo pracochłonne
  • Od jakiegoś czasu "chodzą" za mną lalki - i coraz bliżej są :) to bardzo ambitny i artystyczny projekt. Ciekawe tylko czy uda mi się przełożyć to co mam w głowie na wytwór rąk własnych. Zobaczymy. Wy też, mam nadzieję
Pewnie jeszcze kilka innych rzeczy do zrobienia uda mi się wymyśleć.
Żeby tak jeszcze zarobić trochę kasy...
wtorek, 15 lutego 2011
Cinderella czyli czym się różni Kopciuszek od Jeziora Łabędziego

Na przedstawienie baletowe Cinderella w choreografii Matthew Bourne'a czekałam niecierpliwie prawie rok. Tyle czasu upłynęło od momentu zobaczenia Jeziora Łabędziego w jego interpretacji i początku mojej fascynacji tym choreografem. Kiedy kilka miesięcy temu udało mi się kupić ostatni bilet na jedno z przedstawień jakie zespół New Adventures wystawiał w Theatre Royal w Newcastle moja niecierpliwość wzrosła. Newcastle nie było pierwszym miastem tegorocznego tourne zespołu, więc miałam okazję przeczytania wielu entuzjastycznych recenzji. Wreszcie nadeszło sobotnie popołudnie. Teatr oczywiście zapełniony po brzegi. Wszystkie bilety wyprzedane. W holu tłum ludzi z wejściówkami i tych czekających na ewentualne zwroty.

I ... przez dwie i pół godziny usiłowałam znaleźć w sobie ten zachwyt jaki odczuwałam oglądając Jezioro Łabędzie. Nie udało mi się ... Nie zrozumcie mnie źle - nie znalazłam nic do czego mogłabym się przyczepić. Choreografia doskonała, perfekcyjne wykonanie, piękna scenografia i interesujący pomysł Bourne'a przeniesienia akcji do Londynu z czasów wojny i nawiązania do zbombardowania miasta, a mimo to...

Tak, wiem, że Cinderella została okrzyknięta jedną z najlepszych interpretacji baletowych, wiem, że została nominowana do prestiżowych nagród, wiem, że krytycy i publiczność zachłystują się z zachwytu. Też bym chciała, ale nie mogę. Nie mogę, bo zabrakło mi tego czegoś nieokreślonego, być może pasji, namiętności, wiary w prawdę pokazywanych scen. Tak jakby Cinderella pozostała bajką, doskonale zagraną, ale jednak tylko bajką i wszystko w niej, łącznie z uczuciami, jest umowne.

I zabawne, że z całego przedstawienia najbardziej zapamiętałam króciutką scenkę, kiedy Książę, pardon - Pilot Harry, tańczy z Macochą. I widać jak strasznie go to nudzi, mimo że stara się być grzeczny i uprzejmy. Majstersztyk choreografii i umiejętności aktorskich tancerza. I tylko szkoda, że Matthew Bourne nie zaufał inteligencji widzów i przedobrzył każąc tancerzowi spojrzeć w pewnym momencie na zegarek. To już była niepotrzebna ostentacja, która według mnie zabiła urok tej sceny.

Niżej filmik z YouTube z wybranymi scenami z Cinderelli, potwierdzający, że mimo tego co napisałam wcześniej Matthew Bourne jest geniuszem :)

Na początku marca w Theatre Royal w Glasgow jest premiera "Lord of the Flies" Matthew Bourne'a, interpretacji książki Wiliama Goldinga "Władca Much". Chciałabym ją zobaczyć, ale... Książka, którą przeczytałam wiele lat temu, zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że teraz boję się i sytuacji, kiedy balet Bourne'a to wrażenie potwierdzi, jak i tej, kiedy go nie potwierdzi...

niedziela, 06 lutego 2011
"pozostaniemy z sobą na pamięć..." - część druga

Rozwiązuję zieloną wstążeczkę, listy rozsypują się. Nie szkodzi, i tak nie były ułożone chronologicznie. To listy od A. - osoby pięknej, niezwykłej, czasem nieobliczalnej, listy, w których jest przyjaźń, w których jest wielka część mojego życia. Listy od przyjaciółki.

Listy z czasów, kiedy komputery i telefony komórkowe nie zabiły jeszcze korespondencji.

Pisałyśmy do siebie często, czasami bardziej regularnie, czasami mniej.  "Bo to jest tak, że gdybyśmy chciały teraz porozmawiać, to prawdopodobnie któraś z nas nie miałaby czasu, a koniecznie chciałam Ci powiedzieć..." napisała A. w jednym z listów wysłanych z domu oddalonego od mojego o jakieś 10 minut spaceru. Znałyśmy się od drugiej klasy szkoły podstawowej. Kiedy zaczęłyśmy się przyjaźnić? Nie pamiętam, chyba jakoś tak niedługo po poznaniu. A. była zawsze bardzo różna ode mnie. Ja małomówna introwertyczka, przeżywająca wszystko do wewnątrz, spokojna, dość niepozorna, taka trochę szara i ona - żywiołowa, wrażliwa, czasami nadwrażliwa, zwracająca uwagę swoją urodą. A mimo to, rzecz dziwna, nie było między nami rywalizacji (przynajmniej ja takiej nie pamiętam). Zainteresowania też miałyśmy różne - ja umysł ścisły - matematyka, ale też malarstwo, rysunek, A. - humanistka - literatura i teatr. Łączyła nas miłość do poezji, którą ja namiętnie czytałam, a A. także pisała.

Spoglądam na rozsypane listy, wiele z nich wysłanych z Wrocławia, dokąd A. wyjechała na studia. Ja zostałam w Warszawie. Odległość nie osłabiła naszych kontaktów. W jej wielostronicowych listach są refleksje, wrażenia, opowiadania o życiu, ludziach, których spotykała, o książkach, które czytała - jest cała A. Są także wiersze i piosenki. Niektóre pisane tylko do mnie i dla mnie. Początkowo myślałam, że zacytuję jakieś tutaj, ale zrezygnowałam. Mogę pisać o tej przyjaźni, ale nie wystawię jej na widok publiczny.

Wczoraj A. miała urodziny. Zeskanowałam więc wiersze z listów od niej i wysłałam e-mailem. Ciekawe czy prezent jej się spodoba?

No właśnie - wysłałam e-mailem, teraz mnie to uderzyło. A powinnam zapakować w piękną kopertę i wysłać prawdziwy list. Zmieniłam się. Obie się zmieniłyśmy. Już nie piszemy do siebie listów, nasza przyjaźń osłabła, nasze życia poszły w innych kierunkach i już się nie splatają ze sobą, ale jak mówi Urszula Kozioł w jednym z wierszy (poetka, którą obie lubimy) "pozostaniemy z sobą na pamięć". I czasem myślę, że to więź silniejsza niż inne. Bo już niezmienna...

10:20, b_aitch
Link Komentarze (3) »
środa, 19 stycznia 2011
"pozostaniemy z sobą na pamięć..." - część pierwsza

Kto jeszcze dzisiaj pisze listy? Takie prawdziwe, na kilku kartkach papieru, opowiadające o odczuciach, uczuciach, wrażeniach, przemyśleniach, odnoszące się do rzeczywistości albo niekoniecznie...? Brzmi jak opis bloga? Ale blogi pisze się, żeby je publikować, więc siłą rzeczy adresowane są do anonimowego czytelnika - do wszystkich albo do nikogo. A listy... Te zrozumiałe tylko dla dwóch osób: adresata i nadawcy... Kto wiec jeszcze takie listy pisze? Ja już nie. Już dawno nie. A lubiłam to przecież, bardzo lubiłam. Kochałam moje wieczne pióro (długopis to nie było to) i starannie wybierane papeterie. Papeterie zresztą kochałam tak bardzo, że szkoda mi było ich używać. Często więc pisałam na kartkach z zeszytu, na serwetkach, na małych arkusikach kalki technicznej, na tych pięknych kartkach z papeterii też czasem :)

I strasznie nie lubiłam wyrzucać listów, które przychodziły do mnie. Wyobrażałam sobie, że na starość, w zimowe długie wieczory, wyciągnę stare pudła z listami, usiądę w fotelu przy kominku i czytając wrócę wspomnieniami do czasów, kiedy byłam młoda. Tak, nie lubiłam wyrzucać listów i nie wyrzucałam. No i przez kilkadziesiąt lat się nazbierało. Duże kartonowe pudła ustawione w schowku w mieszkaniu rodziców stały sobie spokojnie czekając na moją starość. Ale od jakiegoś czasu rodzice zaczęli coraz częściej napomykać, że może coś bym z nimi zrobiła, bo miejsce jest potrzebne, a to stare szpargały, i " po co ty to trzymasz?".

W zeszłym roku więc, mimo że do starości jeszcze trochę mi brakuje, chociaż może niektórzy się z tym nie zgodzą, w czasie którejś wizyty w Polsce, wyciągnęłam pudła, usiadłam sobie w fotelu i zaczęłam czytać... I wiecie co? Znudziło mi się! Znudziło mi się tak strasznie szybko, że się rozzłościłam. Listy z dzieciństa, pisane przez koleżanki poszły na pierwszy ogień, ładnie płonęły :) Nie chciało mi się ich czytać, bo nie były do mnie. Były do tej dziewczynki, której już nie pamiętałam i nie umiałam w sobie odnaleźć. Potem były listy od chłopaków, których w ogóle nie mogłam sobie przypomnieć i znajomych, nazywających się moimi przyjaciółmi. O co właściwie im chodziło? I tak koperta po kopercie zmniejszały się moje wspomnienia.

W końcu zostałam z dwiema paczuszkami listów przewiązanymi zielonymi wstążeczkami. Jedną skromną z kilkunastoma listami z kilku miesięcy 1986 roku i drugą - dość grubą, zawierającą listy z ok 20 lat. Słowo daję, wstążeczkami je przewiązałam, jak pensjonarka jakaś.

W tych paczuszkach były listy od osób, które kochałam najbardziej na świecie. I w żaden sposób nie mogłam ich wyrzucić.

Bo w pierwszej były listy od mężczyzny, któremu zawdzięczam najpiękniejsze chwile mojego życia, który dał mi tak wiele i który zranił mnie tak mocno, że dużo czasu upłynęło zanim zdołałam mu wybaczyć, a w drugiej....

o drugiej napiszę następnym razem, za kilka dni

...ciąg dalszy nastąpi....

piątek, 14 stycznia 2011
pierwszy collage albo scrapbook albo nie wiem co

Zrobiłam dzisiaj pierwszą kartkę typu " digital scrapbook". Pojęcia nie mam jak to się może nazywać po polsku (ktoś ma jakieś sugestie?)

Po południu idziemy na urodziny do wieloletniego przyjaciela rodziny. W Angli jak ktoś ma urodziny to kartka jest absolutnie obowiązkowa, a że ja jestem twórca przez duże TFU, to mi nie honor kupować kartkę gotową. Zrobiłam więc. Fajna zabawa. Kartka pierwsza ale na pewno nie ostatnia. Jak ktoś ma jakąś okazję w najbliższym czasie, proszę się spodziewać. Jeśli naturalnie ja o tej okazji wiem :) Można przesyłać odnośne informacje. Pozdrawiam wszystkich przed weekendowo :))

"digital scrapbook",collage, "greeting card", "kartka urodzinowa", "happy birthday"

elementy do scrapbooka ze strony: www.computerscrapbook.com

niedziela, 09 stycznia 2011
:-(

Wczoraj mój brat miał zawał... Na szczęście już jest lepiej. Dziękujemy lekarzom i personelowi ze szpitala na Wołoskiej

12:52, b_aitch
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20