Fotograficzne i słowne komentarze do rzeczywistości i wyobraźni
środa, 24 listopada 2010
czas na zmiany

Chyba czas na zmiany... Albo spadam stąd, albo może jeszcze nie, jak wymyślę jak to dalej pisać...

na razie ostatnie zdjęcie, nad którym pracowałam.

portrait, portret, modelka, model, photography

 

I album ślubny czeka realizacji. Jakby ktoś chciał ślubne zdjęcia to można mnie znaleźć

TU

i

TU

Pozdrawiam

sobota, 30 października 2010
zagubiona

Wczoraj dostarczono mi światła do studia! Ratunku! Nic nie rozumiem, nic nie wiem!

11:14, b_aitch
Link Komentarze (4) »
środa, 13 października 2010
Magazyn Luxe

Zostalam zaproszona do napisania kilku słów do magazynu Luxe. Jest to dość nowe, pięknie wydane pismo, poświęcone życiu na północnym wschodzie Anglii. W dziale "Luxe local" mam odpowiedzieć na trzy pytania i zamieścić kilka zdjęć z mojej miejscowości. Moich zdjęć. Odpowiedzi powinny być dość obszerne - mam do dyspozycji połowę strony.

Pytania:

1. Trzy rzeczy wyjaśniające dlaczego lubię tu mieszkać

2. Trzy miejsca do których zabrałabym gości

3. Znany sekret

Siedzę właśnie i myślę jak to wszystko napisać...

Jak moje słowa i obrazki ukażą się dodam link, a na razie kto chce może pooglądać sobie poprzedni numer TUTAJ

 

czwartek, 07 października 2010
nie zabił mnie

Nie zabił mnie, nie krzyczał i nawet nie powiedział słowa na "f". Chyba mu się spodobało. Twierdzi, że mu się podoba. Ale ja nie jestem do końca zadowolona...

czwartek, 30 września 2010
o tym dlaczego nie było sesji i co robi kobieta, gdy mąż zapowiada, że nie wróci na noc

Z miasteczka w dolinie rzeki Coquet do edynburskiego lotniska trzeba jechać około 3 godzin. Teściowa odlatywała o 17:15. Do Poznania. Syn, synowa i wnuczek dowieźli ją na lotnisko już o godzinie 15. Pożegnali się, poczekali aż przejdzie kontrolę i wrócili do domu. O 18 z minutami odezwał się telefon. "Przyjedźcie po mnie" - krzyczała teściowa do słuchawki - " nie zabrali mnie do samolotu". Osłupienie, szok, zdenerwowanie.

No, nie zabrali jej, bo samolot, do którego usiłowała wsiąść zamiast do Poznania odlatywał do Gdańska. Też o 17:15.

Syn pojechał. Kolejne w tym dniu 6 godzin w samochodzie nie poprawiło mu humoru.

Synowa (moja modelka, której zamierzałam zrobić takie piękne zdjęcia) zadzwoniła do mnie odwołując na razie sesję.

Śmiałyśmy się do słuchawki, bo co innego można było zrobić.

A dzisiaj mąż zapowiedział, że wraca dopiero jutro po pracy. I co ja zrobiłam mając do dyspozycji dom i samotne kilkanaście godzin? Ja przemeblowałam pokój. A właściwie przemeblowuję go nadal. Na razie wygląda jak po kataklizmie i mam cichą nadzieję, że uda mi się to dzisiaj ogarnąć. A najśmieszniejsze jest to, że wcale nie miałam takiego zamiaru. Kobiety bywają nieobliczalne.

Aż się boję co on powie jak jutro wróci do domu...

poniedziałek, 27 września 2010
kopiowanie mistrzów

Kiedy wieki temu uczyłam się rysunków, kopiowanie dzieł uznanych artystów było jednym z bardziej popularnych ćwiczeń. Dzięki niemu poznawało się techniki, trenowało oko i rękę. Pamiętam też godziny spędzane w muzeach na rysowaniu rzeźb. Nie wiem czy młodzież teraz ma jeszcze takie lekcje, ale ja uważam je za pożyteczne. Przypomniałam to sobie przygotowując się do jutrzejszej sesji i postanowiłam wykorzystać metodę. Obejrzałam ponad tysiąc zdjęć dobrych fotografów, wybrałam ok. 300, które jakoś do mnie przemówiły, czy to ze względu na pozę modelki, czy na światło, czy na opowieść jaką w sobie zawierały. Zrobiłam kilka szkiców. I mam nadzieję, że uda mi się jutro zrobić przynajmniej 5 satysfakcjonujących ujęć...

Poniżej jeden ze szkiców:

model, drawing, fashion, portrait, photography

piątek, 24 września 2010
nowa książka

Zapraszam wszystkich serdecznie do oglądania (i oczywiście kupowania) mojej nowej książeczki ze zdjęciami. Mam też nadzieję na wiele komentarzy. Jeśli wam się nie podoba to też piszcie!

 

Looking up, Looking down by Barbara Aitchison |

 

czwartek, 23 września 2010
już w domu

Spotkanie naszego psa z rozbitą butelką skończyło się wizytą u weterynarza, szyciem, opatrunkiem i rachunkiem na 100 funtów...

środa, 22 września 2010
:(

Wcale mi nie przeszło!

11:25, b_aitch
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 września 2010
turyści?

Wściekła jestem okropnie, bo przez niechlujstwo turystów co to sobie piknik urządzili na brzegu rzeki mój pies paskudnie rozciął sobie łapę. Zostawili w trawie jakieś porozbijane butelki. No pewnie, ich ogródek? Nie, prawda? To po co mają sobie trud zadawać i posprzątać po sobie. Wrrr. Gryzłabym chętnie. Już nie mówię, że łazienkę całą miałam zalaną krwią, bo to drobiazg, można umyć, ale zwierzak cierpi. Wsadziłam go do wanny, umyłam łapę, popryskałam środkiem odkażającym i zabandażowałam. I chodzi biedak z takim opatrunkiem, co chwila podnosząc łapę jakby chciał powiedzieć "O, zobacz co mi się zrobiło"...

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20